niedziela, 20 września 2015

Biznes, jako prywatne wiezienie



Biznes, jako prywatne więzienie?

Od czasu do czasu piszę wpisy o różnych ludziach, których poznaję bliżej i dowiaduję się o ich biznesie, który mieli bądź ciągle prowadzą, dziś będzie mała, ucząca życia historia z restauracją kebab, która po 7 latach zakończyła się niespodziewanym zakończeniem.

Początek biznesu toczył się 8 może 10 lat temu, gdy pewien pan o imieniu Ali miał wolne 12 tys. euro, mało ważne, że to Bułgar chcący otwierać Turecką restauracje w Holandii. Główny bohater posiadał 12 tys. euro i tak los chciał, że znalazł wspólnika, z który dysponował 2x większym kapitałem. Po zarejestrowaniu spółki, zakupili potrzebny sprzęt wynajęli 2 piętrowy lokal naprzeciw dworca w dość dużym mieście Weert i nie wiedząc nic o biznesie rozpoczęli we dwoję zatrudniając jednego pracownika. Jak to mówi Ali między godz. 18 a 22 nie wyrabiali z zamówieniami nawet pracując w 3rójkę, zimą szło gorzej latem wiadomo lepiej. Najtrudniejszy dal nich był pierwszy rok, w którym mieli masę problemów, z którymi sobie powoli radzili i z każdym następnym było coraz łatwiej.
Dziennie w kasie lądowało ok 600-700€ a w weekendy nawet 1000-1300€ co daje ładną kupkę, którą wspólnicy dzielili następująco: odkładali na czynsz, gaz, wodę i media, potem na wypłaty pracowników a to, co zostało dzielili na 66% i 33% do podziału, Oczywiście Pan z wkładem 12 k i zyskiem 33% pracował po 14 h dziennie 7 dni w tyg., jako kierownik a Pan z 24 k z udziałem 66% po 7-8max, bo on więcej włożył kapitału. Tak się dogadali czy to sprawiedliwe??? Kolega mówił, że miał na czysto 20% od jednego kebaba, co dawało mu ok 100€ na dzień i 3 000 € miesięcznie, z których opłacony za 220€ księgowy robił tak, że nic podatku nie odprowadzali przez prawie 7 lat działania…

Ha tu się zaczyna cały majstersztyk udanego bądź nieudanego biznesu
jak to jeden wspólnik coś próbuje i mu się udaje wycyckać.  W planach już otwarcie drugiego oddziału w Tilburg aż tu pewnego nie pięknego dnia jeden z wspólników po strzelaniu gangsterów ucieka do Hiszpanii gdzie słuch o nim ginie na zawsze, zabiera ze sobą całą kasę z sejfu, kasy i zostawia współwłaściciela z długami i kredytami, których udało mu się sądowo uniknąć. Historia Prawdziwa, z którego wyszedł z obronną ręką i dzięki której zdobył tak wartościowe życiowe doświadczenie, że pomagał już innemu biznes-start-upowi z wejściem na rynek. Dziś ten kolega pracuje na etacie w magazynie zarabiając 1350€ miesięcznie za 28h w tyg. zamiast 3000 €. za siedzenie 14 h w własnym więzieniu.

Macie jakieś pytania dotyczące bohatera staram się odpowiedzieć na wasze wątpliwości.


6 komentarzy:

  1. Skoro udało mu się obronić przed płaceniem długów, to dlaczego na własną rękę czegoś nie otworzył? Lub nie założył jakiejś firmy, skoro zdobył to doświadczenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapytam o to, czemu sam czegoś nie otworzył, pomimo doświadczenia, aczkolwiek wydaje mi się, że nie miał odmrożonego kapitału.

      Usuń
  2. Popraw te 3000 tys., bo ja nawet i za 3 000 000€ i 15h moglbym siedziec w wlasnym wiezieniu:)
    A historia jakich wiele, czasem mam wrazenie ze przegielismy troche w tym zachlysnieciu sie kapitalizmem i idei od zera do milionera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już poprawione ;) można się wiele nauczyć na cudzych błędach słuchając takich historii z życia wziętych.

      Usuń
  3. Bardzo interesująca historia. Zmusza do myślenia. Uczy, że nie możemy wszystkim ufać i pochopnie wybierać wspólnika. Jednak na przyszłość Ali będzie bardziej ostrożny, a swoją drogą i tak więcej zarabia niż w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ali mówi że nie będzie już z nikim wchodził w spółkę ;) On pracuje ze mną i widuję się z nim codziennie nawet jak ja mu zaproponowałem pewien układ to odmówił ;p W Polsce godzina pracy jest g***o warta na niskich stanowiskach dlatego tez wyjechałem do Holandii.

      Usuń

Related Posts with Thumbnails